Wersja robocza · podgląd dla zespołu Starych Murów · treści przed akceptacją
← Wszystkie artykuły

Plan na starość dla pięciu przyjaciółek. Zostały dwie i 200-letni dom

Pięć przyjaciółek wymyśliło sobie wspólny dom na starość. Zostały dwie, więc otworzyły go dla gości.

Iwona Cudzik van Bavel
NotaBene
Halina Szkop
NotaBene
Dwie kobiety wśród kwitnącej werbeny przed domem z kamiennym parterem i piętrem w konstrukcji ryglowej
Dwie kobiety wśród kwitnącej werbeny przed domem z kamiennym parterem i piętrem w konstrukcji ryglowej · archiday.pl, zdjęcie przy punkcie 23 agendy (NotaBene); autor nieznany

„Bo najgorzej się je samemu”

Pomysł narodził się na „babskich wakacjach” w Grecji. Pięć przyjaciółek, „z mężami lub nie”, wymyśliło sobie dom spokojnej starości.

Każda miała mieć duży pokój na górze. Na dole wspólna kuchnia, żeby jeść razem, „bo najgorzej się je samemu”. Obok pokój dzienny do brydża, pracy, filmów i książek. Na samej górze miejsce dla kogoś, kto będzie je „wachlował”, i pokój dla odwiedzających dzieci.

Z nagrania

„Na tych babskich wakacjach w Grecji wymyśliliśmy kiedyś, że zrobimy sobie taki dom spokojnej starości. Pięć pokoi, pięć przyjaciółek z mężami lub nie.”

„Ale jak przyszło co do czego, to nasze przyjaciółki jakby zrezygnowały i zostałyśmy dwie” - opowiada Iwona Cudzik van Bavel. Razem z Haliną Szkop prowadzi dziś NotaBene.

Pusty dom tylko dla dwóch nie miał sensu. „Trzeba go wypełnić ludźmi, a my zajmiemy się przyjmowaniem tych ludzi”. Tak dom spokojnej starości stał się agroturystyką z pokojami na wynajem i śniadaniami.

450 kilometrów robi różnicę

Przyjaciółki znają się od 38 lat. Iwona mieszkała wtedy na stałe w Holandii. Do dziś żyje „w lekkim rozkroku” między Holandią a Polską. To ma być jej dom, razem z mężem Holendrem.

Oglądały piękne miejsca w Kotlinie Kłodzkiej i w górach. Wszystkie leżały daleko od granicy. „Dla nas, starszych ludzi, którzy przyjeżdżają z Amsterdamu, te 450 kilometrów w głąb Polski liczy się”. Wybrały dom 30 kilometrów od granicy.

Dwoje na jednego

Szukały krótko. Kilka ciekawych obiektów z internetu objechały w mniej więcej dwa dni. Jeden je zauroczył. Iwonę najmniej, bo widziała, ile pracy je czeka.

Mąż i przyjaciółka zakochali się od pierwszego wejrzenia. W strukturach, w kolumnie, w szorstkości i wielkości domu. „Mnie przegłosowali, bo było głosowanie demokratyczne. (…) Dwoje na jednego, więc nie miałam co robić”.

Z nagrania

„Mnie przegłosowali, bo było głosowanie demokratyczne.”

Osiem lat

„Proces trwał długo, bo przy takim domu, na pewno państwo sobie zdajecie sprawę, to są ogromne koszty” - mówi Iwona. Trwał osiem lat. Pierwszych gości przyjęły rok przed rozmową.

Cały parter należy do gości. Jest biblioteka, bo słowo „salon” nie do końca tu pasuje. Jest miejsce do pracy z szybkim internetem i dodatkowym ekranem.

Jedyny telewizor w domu stoi za drzwiami. Oglądają go raczej starsi goście, młodsi czytają albo grają w planszówki. W chłodne dni pali się w kominku. Halina urządza tymczasem swój apartament na górze.

Szkiełka między kamieniami

Iwona i jej mąż są inżynierami po politechnikach. Bez specjalistów się jednak nie obeszło, bo przebudowa była poważna. Przesuwano ściany i balkony, wymurowywano ściany.

Iwona narysowała projekt funkcjonalny wszystkich kondygnacji. Architektka go sprawdziła. Jej ojciec, konstruktor, policzył wszystkie zmiany konstrukcyjne.

Przełom przyniósł zespół z pobliskiego Lubania. Zajmuje się wyłącznie starą tkanką i prowadzi projekty także w Niemczech. Każdą belkę zmierzyli bardzo drogim urządzeniem, zbadali jej wilgotność i jakość. Wskazali, co trzeba wymienić. Wiele zmian zrobiono potem „starą metodą”, tak jak kiedyś.

Tego domu trzeba się było nauczyć. W pewnym momencie „zaczął się rozjeżdżać”. Górny strop był odciążony, na dole pojawiały się zmiany. Właścicielki wkładały szkiełka między kamienie, żeby sprawdzić, czy się wygną. Budynek rzeczywiście się ruszał.

Wykonawcy zmian konstrukcyjnych podeszli do niego, jak mówi Iwona, „bardziej na zasadzie domu jak dom”. A on jest inaczej zbudowany i wymaga innego zrozumienia.

„On nie ma fundamentów, on jest na tych głazach fundamentowych, więc my mocno obserwujemy go.”

Iwona Cudzik van Bavel, NotaBene

Dom „cały czas pracuje”. Tkanka się jednak nie łamie i nie widać poważnych zmian.

Z nagrania

„On nie ma fundamentów, on jest na tych głazach fundamentowych, więc my mocno obserwujemy go.”

Półtora metra od ściany

Przez budynek przechodzi ciek wodny, bo tak kiedyś budowali Niemcy. Tu przyszła najdroższa lekcja: „Dopiero dowiedziałyśmy się po fakcie, że trzeba zrobić drenaż półtora metra od budynku, a nie przy budynku. A zrobiliśmy go przy budynku, bo nie wiedziałyśmy o tym”.

Jeśli myślisz o starym domu, Iwona ma dla ciebie radę. Doradztwo specjalistów uważa za bardzo ważne, „ponieważ można sobie wiele zaszkodzić, zwłaszcza w takich starych budynkach”. Ludziom bez przygotowania technicznego odradza jednak samodzielne interpretowanie takich rad.

Stary dom „rządzi się zupełnie innymi prawami niż nowe budynki”. Przy zmianach konstrukcyjnych liczy się dokumentacja. „Ona trochę kosztuje, ale (…) może państwa kosztować o wiele więcej później naprawa tych efektów”.

Dwa kieliszki i staw

Przy śniadaniu goście siadają przy długim stole i po prostu rozmawiają. Gospodynie zawsze biorą udział w tych rozmowach. Przyjeżdżają młodzi ludzie. Czasem biorą dwa kieliszki do kieszeni i idą nad staw.

„Ten dom po prostu żyje, bo taki duży dom musi żyć” - mówi Iwona. - „Musi być wypełniony fajnymi ludźmi, którzy się cieszą tym, co stworzyłyśmy, i my się cieszymy, że im się podoba”.

Rozmówcy

Iwona Cudzik van Bavel

współautorka historii zabytkowego domu na Dolnym Śląsku, NotaBene

Profil na archiday.pl

Halina Szkop

współautorka historii zabytkowego domu na Dolnym Śląsku, NotaBene

Profil na archiday.pl

Na podstawie wystąpienia #25 NotaBene - historia 200-letniego domu na Dolnym Śląsku podczas archiDAY online „Stare mury - specjalizacja rewitalizacja”, 23.06.2026. Nagranie i relacja